Dawno, dawno temu gdy nie było was jeszcze na świecie w komentarzach na blogu często występował gatunek ludzi tak prostych i nieskomplikowanych, że aż głupio było razem z nimi komentować.
Z okazji braku okazji odbyło się wczoraj małe spotkanie przy kawce z czytelniczkami. Byłem ja i 5 dziewczyn. Właściwie to ja i 3 dziewczyny, bo jedna z nich jeszcze nie mówi i nie czyta, a druga jest facetem. Z długimi włosami, ale jednak.
Losowanie nagrody już w piątek. Będzie to jednodniowa notka, bo domyślam się, że interesować będzie mniejszość, a dziś kilka spraw organizacyjnych, bo dawno tego nie było.
BYE BYE KOMINEK
Najważniejsza informacja na dziś - zaczynamy odliczanie do pożegnania z tym blogiem. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem w piątą rocznicę narodzin bloga (połowa kwietnia) rozpoczną się zamknięte beta-testy nowego bloga, którego adresem będzie www.kominek.in Jest wysoce prawdopodobne, że przez pierwsze tygodnie na bloga będzie można wejść tylko przez zaproszenie kogoś, kto już na nim jest. Na pewno komentatorzy i stali i okazyjni nie zostaną pominięci (a także ci, których kojarzę z serwisów społecznościowych). Pozostali niech się nie martwią. Nowe teksty będę dla nich wrzucał także tutaj. Na www.kominek.tv udowodniłem i sobie i innym, że jak stawiam na jakość to mi się to udaje - tam do dziś w komentarzach jest dyscyplina i nierzadko wzięte razem są ciekawsze niż teksty, które ja piszę.
Najpóźniej za parę tygodni pojawi się notka organizacyjna dla wszystkich, którzy chcieliby pomóc w tłumaczeniu tego bloga na język angielski. Planowane otwarcie zagranicznej wersji - najwcześniej środek lata, ale wszystko musi być gotowe już wiosną.
Nowy (polski) kominek.in będzie miał całkowicie nowy wygląd (z tego co jest teraz nie pozostanie absolutnie NIC), kilka drobnych elementów "społecznościowych", będzie w pełni zintegrowany z popularnymi serwisami społecznościowymi, będzie możliwość - nazwijmy to "współtworzenia go", ale bardzo tajemniczy sposób, bo na głównej stronie to ja pozostanę jedynym twrócą i autorem wszystkich tekstów, będzie miał też kilka bajerów, których nie mają inni, a na pewno będą chcieli mieć. Jest firma, która go narysuje i napisze i są bardzo dobrzy w te klocki.
Tematyka pozostanie ta sama, czyli dłuższe i krótsze teksty o wszystkim i niczym, ale więcej będzie krótkich, humorystycznych i przede wszystkim dotyczących aktualności, czyli to, czego tutaj jakoś nigdy nie udało mi się zrobić, a całkiem nieźle wychodzi mi na kominek.tv. Na pewno będzie więcej foto. Czasami aż się prosi, by pośmiać się z tej czy innej modelki, aktorki albo skomentować jakieś interesujące wydarzenie.
Mimo że nad nowym blogiem myślę od roku (a tak naprawdę to od lat) pewnie nie wszystko jeszcze wymyśliłem, dlatego jeśli:
wiesz, jak powinien wyglądać, zauważyłeś gdzieś ładnego, funkcjonalnego bloga (zagranicznego, polskie znam)
wiesz, jakie tematy byłyby interesujące (i nie jest to coś w rodzaju "co sądzisz o dzieciach emo?")
zauważyłeś na innych blogach ciekawe rozwiązania ułatawiające lub utrudniające korzystanie z bloga
masz jakąkolwiek dobrą radę dla mnie i nie jest to banał w rodzaju "kominku, pisz więcej o..." lub "niech nie będzie tak ciemno!"
lub uważasz, że w jakikolwiek sposób możesz bezinteresownie mi pomóc
PISZ DO MNIE O KAŻDEJ PORZE DNIA I NOCY NA MAILA:
lub na serwisy społecznościowe, które przy okazji może wam przypomnę, bo warto.
WEŹ MNIE, WEŹ MNIE
Kto chce być informowany nie tylko o nowych tekstach, ale także o tym, co tam się u mnie nieciekawego dzieje, niech doda mnie na:
Najlepiej na BLIP, bo tam można ustawić sobie powiadamianie o nowych tekstach na blogach na GG. (film instruktażowy kolejny raz gości w kominotkach). Na nowym blogu takie powiadamianie będzie można sobie samemu ustawić na swoim blogowym koncie.
Ale też przyznam, że znakomicie zadomowiłem się na FACEBOOK. Często tam się pojawiam, a jest to także dobre miejsce dla tych, którzy chcieliby komentować teksty, a tutaj boją się zginąć w tłumie. Całkiem fajna ekipa tam zagląda, jest sporo komentarzy, ale pamiętajcie, że wszystkie kobiety są moje.
Na Naszą-klasę wrzucam tylko informacje o nowych tekstach. Gdyby nie to, że mam tam ponad 1000 czytelników, pewnie nie zaglądałbym wcale.
Twitter nie przekonał mnie. Pojawiają się tam tylko zajawki nowych tekstów, ale codziennie przed snem wpadam zajrzeć, co tam słychać u ludzi, któych dodałem, czy ktoś mnie retweetował albo coś mi napisał.
A propos pisania - mail jest najlepszym do tego miejscem, ale łapię się na tym, że jak widzę, kto pisze to prędzej odpowiadam na Facebook. Rozleniwiłem się i nie zawsze mam ochotę odpowiadać anonimom. Krótkie wiadomości - tylko BLIP lub GG. Na gadu-gadu (234 55 33) jestem, ale ciężko się tam przebić w tłumie i bardzo często zamykam wszystkie okna bez czytania :)
Nie dodawajcie mnie na wszystkie serwisy. Blip i Facebook w 100 proc. pokryją wasze zapotrzebowanie na kominka. I moje na was. Na powyższe serwisy dodaję wszystkich powyżej 17 roku życia i niemających fikcyjnych kont. Zapamiętuję nielicznych, bo tylko tych, którzy od czasu do czasu dadzą znać, że żyją.
I pomyśleć, że jeszcze rok temu coś takiego jak serwisy społecznościowe mogło dla mnie nie istnieć. Się człowiek przyzwyczaja do tych gówien, nie?
Wiem, że wypadałoby, abym coś napisał o walentynkach, bo to przecież główny temat weekendu, ale co ja się będę powtarzał. Dwa teksty, wciąż aktualne są w archiwum
Powtórzę może tylko to, co najważniejsze. Na tym blogu nie ma miejsca dla plebsu, który nie lubi, nie obchodzi, nie toleruje, wyraża niechęć i sprzeciwia się Walentynkom. Gówno mnie obchodzi, że to komercja, że nie nasze święto, że sztuczne, że uczucia trzeba okazywać cały rok, a nie jednego dnia, że cokolwiek sobie jeszcze tam wymyślicie. Jesteście beznadziejnymi przypadkami zaplutych karłów reakcji, gimnazjalnych buntowników i pseudoindywidualistów. Nigdy nie będę chciał mieć kobiety, która odnosi się z pogardą dla 14 lutego. Jestem bardzo romantycznym facetem i tak samo romantyczne kobiety toleruję. Ale co ja wam będę tłumaczył. Znacie mnie przecie. Kochajmy się.
Zwyczajowo trailery są zapowiedziami filmów. To jest pierwszy na świecie, a przynajmniej jeden z pierwszych trailerów do filmu, który nigdy nie powstanie :)
To już ostatni filmik z wyprawy. Wszystkie kadry zostały nakręcone łapą Kominka na tanim aparacie, a wiele z nich w okolicznościach nie do pozazdroszczenia. Poszukiwany sponsor czegoś, czym będzie można nakręcić pryszcza na tyłku dinozaura - z odległości stu metrów. No i chętni do dołożenia się do kolejnej wyprawy także :)
(jutro pojawi się lekko poprawiona wersja. Mayonez jeszcze dopieszcza filmik)
Przyznam się, że ja dopiero za trzecim obejrzeniem wyłapałem wszystkie fragmenty i przypomniałem sobie, że naprawdę tam byłem. Film mi się urywał kilka razy. Dosłownie i w przenośni. Jutro poczytacie o szczegółach wyprawy, choć uprzedzam, że nie wystarczy miejsca na opisanie wszystkiego, a już wypada skończyć teksty z podróży.
Kolejny raz podziękowania dla Daniela "Mayoneza" Kucharskiego z Lans Productions za to, że wbrew trudnej sytuacji (składał to wszystko na kalkulatorze) oraz postępującemu alkoholiizmowi, resztkami sił pomagał mi podczas wyprawy montując filmy.
Podziękowania dla Szerlok.pl którego baner od ponad 2 miesięcy gości na blogu. Jutro przekonacie się, czy udało mi się spełnić żądanie sponsora: bez Andrzeja nie wracasz. No i mam nadzieję, że na następną wyprawę polecicie ze mną.
Mayonez uratował mi tyłek, bo gdybym nie dał wam teraz czegoś do jedzenie to pewnia byście mnie zabili. Ten chłopak ma talent. Wysłałem mu kilka kilkunastominutowych plików z mojej nocy w Patong i powiedziałem "zrób pan teledysk z tego". I zrobił! Wyszło naprawdę elegancko. Ta piosenka idealnie odzwierciedla to, co pisałem wam o Patong i możecie poczuć klimat miejsca, w którym mnie masowano, przesuwano, posuwano i cholera wie co jeszcze robiono. W jednej z tych uliczek w klubie dla gejów pisalem pierwszy tekst. (na teledysku jest moja ulubiona klimatyzowana kafejka z miłą panią) Zresztą nakręcenie tego filmu kosztowało mnie kilka obelg i kopniaków. Nie wiem czemu ludzie nie lubią, gdy im się wchodzi z kamerą do buzi.
Jutro wrzucę wersję HD.
Chodziłem se z Ipodem po tych ulicach i śpiewałem ulubiony refren:
One night in Bangkok makes a hard man humble Not much between despair and ecstasy One night in Bangkok and the tough guys tumble Can't be too careful with your company I can feel the devil walking next to me