|
Blog > Komentarze do wpisu
BOŻE DMUCHNIĘCIE
Poniższa historia opowiada o tym jak w wakacje zbić wielkie pieniądze małym kosztem i trochę różni się od poprzednich notek o moich przygodach z Andrzejami i Iwonkami.
Pamiętam jak dziś. Lato, druga połowa lat dziewięćdziesiątych, siedzę w chacie i wpierniczam parówki. Przychodzi Andrzej, podniecony jak nigdy. - Co jesz? - pyta rozsiadając się w fotelu.
- Ale nie jest na sprzedaż, bo już należy do Iwonki. – dodał i beknął.
Zapomnij o tym blogu. Teraz piszę codziennie pod tym adresem:
sobota, 10 lutego 2007, kominek
Zapomnij o tym blogu. Codziennie nowe teksty Kominka pojawiają się teraz na KOMINEK.IN
Komentarze
dj.jarek
2007/02/10 22:07:57
czekalem na ta notke od 20 min bo rano musze isc do roboty i musze o 4:40 wstac i wypadalo by sie polozyc
2007/02/10 22:10:16
Wyjątkowi ludzie mają tylko wyjątkowych znajomych i ciekawe przygody...
2007/02/10 22:13:54
niestety musze, pracuje tylko w sobote i niedziele bo od poniedzialku do piatku mam szkole
2007/02/10 22:16:43
niezły towar postawił mi butelkowanego drinka Sobieskiego i spytał się do kiedy jestem nad morzem- odpowiedź"wyjeżdżam jutro".Potencjalnie facet zrobił kiepski interes, na szczęście wszystko inaczej się skończyło,tzn. historia ta ma nadal ciąg dalszy:)
2007/02/10 22:21:54
A kaczynskiego przypadkiem z Wami nie bylo? Chyba od Was uczyl sie takich numerow.
2007/02/10 22:23:07
Nie przesadzajmy, "zajebiste" to jest dla mnie, bo łza mi się w oku kręciła, gdy wspominałem tamto piękne lato, ale obiektywnie rzecz biorąc to tylko prosta historia do poczytania.
Chyba. 2007/02/10 22:24:29
A ja robiłem w niedziele... Druga zmiana w żydowskiej restauracji na Brooklynie. Zmywak, ustawianie puszek, sprzątanie, rozładowanie dostaw itp.
Płacili minimalną stawkę (jak dla Meksykanina), ale nie było za ciężko i miałem całkiem blisko do chaty. W restauracji pełno karaluchów i mysich kupek, dlatego mało co nie zamknęli tej budy. :D Pracowałem z Meksykanami (zajebiści kolesie i mieli tęgi łeb do picia) i z jednym Ruskiem z Tadżykistanu. Jak robiliśmy w chuja szefów? Podjadanie żarcia poza przerwą i chlanie najdroższych napojów to klasyk. Piwko sączone cichcem w piwnicy też miło wspominam (Corona i Żywiec). Ostatniego dnia mojego pobytu w NY najebaliśmy się wszyscy jak samoloty. Pierwszy raz w życiu jechałem wtedy z pijanym kierowcą. :) 2007/02/10 22:25:40
a mi się łezka w oku kręci na wspomnienie corocznych wakacji w Kołobrzegu :) ci faceci, ta plaża, tanie winko gdzies w parku - to były piękna lata
2007/02/10 22:25:52
Spoko nota. Mam 16 lat i w wakacje moj biznes polega na tym, że pożyczam od rodziców pieniądze (ok.500-800zł) kupuje laptopy na Allegro i sprzedaje drożej.Stać mnie wtedy na zwrot kredytu starszym i tą "blondi", która stoi tuż za skrzyżowaniem krajowej 46 z wojewódzką 472 :) Niektórzy frajerzy zamiast porządnego opisu, to w swoich aukcjach podają same parametry etc. Trzeba zachęcić kupującego i pomydlić mu oczka :) Oczywiście wszystko musi być zgodne z prawdą. Można dodać np. "Super chodzi z Windowsem XP, radzi sobie z najnowszymi programami, grami". Można na tym zarobić...
2007/02/10 22:25:59
taaa, zupełnie jak helskie foczki "made in china". foczki te są wszędzie, na całym wybrzeżu. pewnie nie tylko pomorskim. a teraz ululana opowieścią mogę iść spać :)
2007/02/10 22:29:18
latem zaczełam prace polegającą na wciskaniu ludziom jakiejś bzdurnej karty a moim towarzyszem niedoli został pewien uroczy młody filipińczyk.praca skończyła się po jednym dniu, który przesiedzieliśmy na ławce debatując nad tym dlaczego nie chce pójśc do niego i zrobić mu laski. i jak tu pracować...
2007/02/10 22:30:48
hipisiatko, W takim razie jest duża szansa, że kiedyś się spotkaliśmy, bo razem z Andrzejem na plaży spędzaliśmy dużo czasu. Zwłaszcza przed "Bałtykiem". Jako ciekawostkę przypomnę notkę sprzed roku, gdy jeden z czytelników skojarzył mnie po tym, co napisałem (notabene o ww. Balcerowiczu). kominek.blox.pl/2006/01/CZLOWIEK-ROKU.html (komentarz Kowala 2006/01/07 14:16:26) 2007/02/10 22:33:13
Hehe fajna notka. Bardzo ciekawa ale i pomyslowa. A ludzie zawsze byli pod tym wzgledem naiwni.. masci na mlodosc, lepszy seks, tak samo jest z horoskopami ( niby nikt nie wierzy, ale wszyscy czytaja ) czy tarotem. Taka ludzka natura, ze kazdy kit dadza sobie wcisnac.
Moje doswiadczenia w pracy wakacyjnej ograniczaja sie do opieki nad dziecmi poza granicami naszego kraju ale nie towarzyszyly temu jakies nadzwyczajne historie wiec nie bede rozwijac tematu. Pozdrawiam i zycze kolejnych wakacji, ktore zostawia na "stare lata" wspomnienia takie jak te. 2007/02/10 22:37:03
Ja kiedyś tak jak wy brałem drewniane deseczki, kupowałem dłuuugi rzemyk, ryłem jakieś napisy 'po japońsku', robiłem dziurki i doczepiałem do rzemyków. Szło jak wino na plaży.
2007/02/10 22:37:42
Mimo wszystko ludzie w te niby cudeńka wierzyli, a wiara to jeden krok do spelnienia...Podejrzewam, że tym panią się od razu lepiej robilo po tym specyfiku. Tak dziala psychika ludzka. :)
2007/02/10 22:42:34
1. wycier pobiera sie rano przed wyproznieniem i umysciem sie pacjenta
2. po rozchyleniu posladkow koniec bagietki, owiniety celofanem wprowadzic do odbytu na glebokosc 1-2 cm i kilkakrotnie przekrecic, dokonujac tym samym zeskrobin z faldow odbytu. nie zaleca sie zwilzania celofanu woda ani innym srodkiem zwilzajacym 3. po wykonaniu czynnosci, opisanej w punkcie 2 bagietke zcelofanem nalezy umiescic w probowce w ten sposob, aby celofan nie dotykal jej scianek 4. probowke opisac imieniem i nazwiskiem pacjenta oraz podac date wykonania wycieru 5. wycier dostarczyc do laboratorium 2007/02/10 22:43:29
A ja w Kolobrzegu bylam tylko raz w zyciu jak mialam jakies 4 latka i za wiele nie pamietam. Z opowiesci rodzicow wiem,ze na 14 dni pobytu przez 13 lal deszcz wiec wakacje srednio udane. Jest to jednak jedno z miejsc do ktorych chcialabym pojechac i mam nadzieje,ze mi sie uda.
2007/02/10 22:45:58
świetna historia! ja osobiscie lubię wspominać pracę w Anglii, zaczynalem w kurczakach ;) fartuszek, odkazanie rak spirytusem, i ważymy wędliny, rzucamy na taśme, pakujemy na magazynie, a potem kupujemy to w tesco... raz zobaczylismy jakiegos rybika plątającego się po podłodze, który wzbódził niepokój wśród załogi ;) No ale najlepsza była robota w wielkiej piekarni-ciastkarni, kiedy to jakis mlody pracownik, który widocznie uważał że nie robie czeguś tam jak należy, wyskoczyl do mnie z tekstem: "Use your brain" ... Myslalem ze pękne ze śmiechu! W piekarni podpieprzaliśmy ze znajomymi muffinki i inne smakołyki, mój rekord to 4 schowane po kieszeniach (są wielkosci paczkow) miło też wspominam konsumpcje czekolady, ktora kilogramami szła na mase ciasteczkową, a byla w formie malych smakowitych kulek. To tyle z mojej strony.
2007/02/10 22:53:19
Zgodnie z kierunkiem studiów dorabiałam sobie jako ankieterka. To, co najlepsze w tej pracy, to ludzie - świetnie reagują na proste 'Czy mogę Panu/i kilka pytań?' - od natychmiastowego łups! drzwiami, po spowiedź z całego życia przy kolejnej wmuszanej w ankieterkę kawce. Przekrętów opisywać nie będę, bo ludziska do cna stracą wiarę w badania opinii :-)
A Kołobrzeg kojarzy mi się bardzo sympatycznie z pewną naukową konferencją i butelkami wina opróżnianymi w środku nocy na molo :-) 2007/02/10 22:53:54
Poczułem się trochę jakbym Pratchetta czytał... tak samo został wykazany tutaj idiotyzm, jakim obdarzony jest ludzki gatunek ;) I nie chodzi mi tutaj nie chodzi o pojedynczych ludzi, bo tacy zdolni są do myślenia. No, ale jeśli chodzi o masę ludzką, to przypomina mi się cytat mówiący, że inteligencję grupy ludzi można określić, biorąc IQ najgłupszego i dzieląc przez ilość uczestników... Bo jeśli każdy z osobna miałby to kupić, to by się bardziej zastanowił, niż w momencie, gdy dowiedział się, że kupuje to codziennie setka ludzi ;)
2007/02/10 22:55:29
Mnie niestety wspomnienie o wakacyjnej pracy nie wzrusza. Za małopłatna i za ciężka była... Kurcze , ja to bym juz przeszła na emeryturę w ogóle. Albo urodziła dzieciaki i siedziała z nimi w domu...Nasze babki miały fajnie.
2007/02/10 22:57:27
Nieźle Kominek, kreatywnie. Moja historyjka jest mniej przejmująca. W wakacje jeździłem do rodziny na jakąś wiochę. A tam, wiadomo, maliny i inne owoce. Opcja zbierania za bardzo nam się z kumplami nie uśmiechała, bo i słońce świeci po oczach, i zarobek chujowy. Więc wpadliśmy na genialny pomysł, żeby wieczorem przejść się po plantacjach i pozbierać... skrzynki z malinami. Jednej brakującej skrzynki chłop nie zauważy, a dla nas, młodych gówniarzy, to było coś. Praktycznie cały dzień picia oranżady.
Prostackie, prawda? Ale kto by się wtedy przejmował. 2007/02/10 23:07:17
hehe....Ja mam 18 lat a już mam kilka prac za sobą i powiem, ze to lepsze od gownianej szkoly ;]
2007/02/10 23:08:47
Ja jedego lata chodzilam w kaloszach od wsi do wsi i sprzedawalam miejsca na ogloszenia i reklamy w jakies niepozornej gazetce lokalnej; nic nie szlo, zero zainteresowania. Dopiero jak mnie kumpel zakurzona, zrezygnowana i zaryczana z dolka wyciagal i do domu odwozil, to mi po drodze wytlumaczyl: na drugi dzien zaczelam sprzedawac "pola w centymetrach kwadratowych", "wlasne imie z dziada pradziada, bardzo grubym drukiem" - najgorzej bylo zaczac, a potem szlo jak po masle, bo Pawlak chcial byc lepszy od Kargula, wiec rzucili sie na to, az pierze lecialo :-)
ag_nessie, Nie narzekaj na kawe ;-). Mnie zawsze wywalano za prog ze swietym oburzeniem, jak na studiach lazilam (znowu po wsiach), ale tym razem z badaniami i na moje "dzien dobry panu, jestem z katedry dialek..." padalo: "my katolickie, nic tu po pani!" 2007/02/10 23:19:24
Robię faktury z 30 000 $ na 2000$ i cło od razu jest mniejsze.
Przerabiam ikony na standardowe windowsowkie i podpisuje je "Printer offline mode". "Wyższy" nigdy tego nie tyka. Pozmieniałem hasła na skrzynce. Dodałem tylko "gość" na maila. Chyba wszystko ;) 2007/02/10 23:19:36
Przygoda piękna. Ale ja oczywiście praktycznie podchodząc do życia, wyobraziłam sobie te biedne babcie wsmarowujące sobie clotrimazolum albo inne świństwo w zmarszczki na twarzy... Mam nadzieję Kominku, że żadna z ww kobiet nie czyta cię teraz i nie szykuje zemsty;)
2007/02/10 23:31:02
Heh jesli chodzi o letnie prace. to nigdy nic nie robilem (16 lat mam)
Starsi mnie utrzymuja,ale w ostatnie wakacje ubzduralem sobie,ze bede pracowal. Poszedlem do mojego wujka,ktory ma zaklaz robiacy pustaki,itp Za ulozenie jednej palety (Ok.20 pustakow) powiedzial mi,ze daje 10 zl. Myslalem ze uloze z 20 na luzie Przeliczylem sie,nie ulozylem nawet pol palety. W te wakacje zamierzam ulozyc przynajmniej 1 palete 2007/02/10 23:33:17
Ja w czasie studiów pracowałam sobie jako "konsultantka" Pantene-ProV. Śmieszne urządzonka co "mierzą" różne aspekty zdrowia włosów ;-) Żal mi było ludzi co tak dają sobie głupotę wcisnąć, żal mi ludzi, co na szkoleniu próbowali mnie przekonać że to wszystko prawda. Kaska z tego była niezła, jak na studenckie potrzeby, choć głupio się czułam że takie głupoty gadam. Cokolwiek by się nie mówiło- byle z pasją- wszystko da się sprzedać.
2007/02/10 23:34:56
W te wakacje razem ze znajomymi postanowiliśmy rozkręcić interes z prawdziwego zdarzenia, żeby w sierpniu móc żyć bez stresu z powodu braku pieniędzy. Poszliśmy do Tele Pizzy i zgłosiliśmy się do roznoszenia ulotek. Nasza praca w tej branży ograqniczyła się do jednorazowego przejścia każdego dnia promenady i wciśnięcia paru ludziom "wspaniałej oferty Tele Pizzy", a następnie wsadzeniu ulotek do plecaka i wyjebaniu ich w bezpiecznym, niewidocznym miejscu. A kasa oczywiście spływała codziennie do naszych kieszonek. Moich dwóch kolegów zajęło się sprzedawaniem piwa na plaży, a ja z pozostałą dwójką pracowałam na stoisku z pamiątkami, którego właścicielem był ojciec kumpla. Zwijaliśmy się koło 19-20, szliśmy na promenadę, graliśmy sobie na gitarach, kumpel na będnie i śpiewaliśmy, a ludzie wrzucali nam forse, żebyśmy tylko wreszcie się zamknęli. Czasem finansowo było naprawdę nieźle :) A jak już się nam znudziło, w piątki przeważnie szliśmy do latarni wydać zarobione pieniądze. Tak nam się to wszystko spodobało, że cały sierpień też "przepracowaliśmy" ;)
2007/02/10 23:44:10
Jakieś 5 lat temu przez przypadek dostałam prace w sklepiku, takim małym, podwórkowym . Pierwszego dnia od razu stłukłam majonez, drugiego dnia wywaliłam kefir, trzeciego coś tam jeszcze zepsułam i szefowa powiedziała ze jak jeszcze coś pochrzanie, zepsuje, zbije to mnie wyrzuci i nie zapłaci. Jeszcze tego samego dnia myłam półki z kurzu-a nikt chyba tego nie robił ze 2 lata bo po połowie jednego regału woda w wiadrze była czarna. Szefowa kazała mi to robic szybciej, więc zrezygnowałam z wymieniania wody i zestawiania towaru z połki przy myciu, tylko myłam tak z brzegu. I po chwili wpadło mi do wiadra cos tam, potem coś tam i jeszcze coś tam. No ale że się bałam że ki ta krowa nie zapłaci, odstawiłam wszystko na półkę a na drugi dzień poprosiłam o wypłate i tyle mnie tam widzieli.
2007/02/10 23:49:03
Aksjomat pewnie dziś wyrucha starą babcie, która dała się nasmarować "bożym dmuchnięciem".
2007/02/10 23:57:40
No cóż, jak każdy porządny polak za granicą (irlandia)opijałem swojego pracodawce, a pracowałem w restauracji i barze. Zdarzało się że gdy ok 2 nad ranem kończyłem pracę zaczynał mi się rwać film, i nie pamietałem drogi do domu. Nigdy nie zapomne tego potwornego kaca po mieszance białego i czerwonego wina ze zlewek z butelek klientów. Poza tym zabieraliśmy do domu wszystko co się dało od solniczek, serwetek po talerze, oczywiście jedzenie terz przemycaliśmy i nie tylko w rzołądkach.
2007/02/11 00:01:22
Na waszym miejscu to bym te głupie turystki wyruchał.
No ale ja wszystko rucham. 2007/02/11 00:02:57
marcin.m.m.
1 pustak waży ok 15-30 kilo, zalerzy czy suporeksowy czy żwirowy(ale takich już raczej nie ma), a za to cegła waży ok 2-3kilo, sprostowanie 2007/02/11 00:10:25
A jadł ktoś na jarmarku dominikańskim w Gdańsku pyszne ziemniaczki, albo mięsko z grilla? W życiu nie widziałam że aż tak można się nie przejmować higieną i robić w wała sanepid. Chyba zemszczę się na szefie i zdradzę im tajemnicę gdzie i kto przygotowuje to mięsko ;-)
2007/02/11 00:12:21
Notka spoko, powialo troszke klimatem lata i nadmorskich kurortow... milo tak w srodku zimy..
Ja chce wakacje! 2007/02/11 00:15:11
BTW- co roku w wakacje ląduję w Kołobrzegu-jest naprawdę zajebiście. Gdyby tylko ceny były trochę mniejsze. Ale czego się spodziewać po nadmorskich sprzedawcach.
2007/02/11 00:18:46
Opowieść raczej uświadamiająca niż śmieszna...
Znajomy mój pracuje w MC'donaldsie. Raz dostał polecenie od swojego szefa by przynieść z sąsiedniej restauracji 4 kg kapusty. Wziął więc duży plecak i pognał. U progu powitał go pan z 2 paczuszkami 4x5x10 cm. na każdej napisane 2kg. Wpakował w kieszen i wrócił... Innego razu znajomy pracujący w restauracji jako kelner podszedł do pań siedzących przy stole by podać im rachunek, podczas gdy jedna z nich złapała go za ptaka i ofiarowała pokaźny napiwek... Takie tam....różne były, ale tyle pamiętam. 2007/02/11 00:20:30
Nie wierze jedna wielka sciema ! I tyle tem kominek tak wam w glowie poprzewracał, ze juz w bajki wierzycie i tak pewnie bylo od poczatku. Ileż można tak manipulowac ludzmi?! Naiwnośc ludzka granic nie zna, góra ci którzy to wykorzystują.
2007/02/11 00:21:49
Jeszcze z opowiadań z restaracji. Nowa szefowa zażyczyła sobie, by pracownicy zostawali-tak jak to jest w umowie-do 12 w pracy. Jednak przed 11 wszystko zwykle było juz zrobione i wychodzili do domu. Szefowa cięła im za to pensje, siedziała z nimi do konca, by nie pryskali z pracy. Stwierdzili, że jeśli zamierza im tak dokladnie liczyc godziny, to nie będą się spieszyć. Sprzątali do 2 w nocy a ona siedziała i ziewała. Zarządali wynagrodzenia oczywiście za te godziny...;)
2007/02/11 00:22:38
kutakes sa jeszcze pustaki żużlowe a te uwierz mi są pioruńsko ciężkie...Ważne że chłopak w ogóle chce pracować- to dobrze o nim swiadczy
Ja co wakacje sobie dorabiam od najmłodszych lat, kiedyś się chodziło na jagody:), pamietam do dziś jak kolega zbierając zawsze mówił "jedna do brzuszka jedna do słoika" zarabiało sie grosze ale było wesoło i na petardy na odpust zawsze starczało:), no i jeszcze na lody...potem jak przybyło mi siły(zapewne od jedzenia tych jagód:)pracowałem na budowach zazwyczaj w warszawie bo tam lepiej płaca, nie znam sie na tym wcale ale jak ktos chce to sobie poradzi, o w ostatnie wakacje tylko rżnąłem i pakowałem-->brokuły w Norwegii:) 2007/02/11 00:23:29
Nie chce mi się zastanawiać czy to, co napisałeś to prawda, w każdym razie mało mnie to obchodzi bo całego tego bloga traktuję jako dzieło literackie a nie psychiczny ekshibicjonizm. W każdym razie z takimi ludźmi się już zadawałam, że jestem skłonna uwierzyć w tą historyjke (co nie znaczyze wierzę;))
2007/02/11 00:23:57
czytam ego bloga już od kilu miesięcy i dziś w końcu postanowiłam go skomentować- i nic mnie nie obchodzi co o tym pomyślisz
podobnie jak Ty jestem kołobrzeżaninką, mieszkającą obecnie w Warszawie i też z łezką w oku wspominam czasy, gdy stoisk z duperelami było o wiele mniej niż teraz a turyści byli tak naiwni, że kupowali wszystko. dosłownie wszystko. Żeby mieć pamiątkę z kurortu 2007/02/11 00:27:01
em_so nawet jak to jest sciema mnie to nie obchodzi, ja lubie sobie poczytac te notki i tyle... gdyby wychodzić z twojego założenia to tylko książki na faktach powinny mieć racje bytu...
2007/02/11 00:57:10
Czyżby wszyscy już spali? Nudzi mi się tu samej!
2007/02/11 01:02:46
"Chyba."
moim zdaniem najlepsze teksty na tym blogu to te o twoich przygodach ten jest prawie tak dobry, jak ten o wakacjach w którym się bawiłeś w lodziarza - zajebiste jest odpowiednim określeniem i nie pierdol, bo ja się znam ;) 2007/02/11 01:09:38
dziewczyna_bezzeba_na_przedzie
nie jestes tu sama-jestesmy z Toba:) 2007/02/11 01:37:36
Wakacje 2006 - Cardiff - jako biegle posługujący się angielskim, z doświadczeniem za barem robiłem karierę w różnych lokalach stolicy Walii. Pierwsza praca to była wielka dyskoteka, a jako, że pracowałem tylko w piątek i sobotę to trzeba było mieć dobrze opracowaną "matematykę". Sprawa jest prosta. Każdy ma swoją kasę (tzw. till), ale, że bar duży to można zbierać zamówienia po jednej stronie, a nabijać po drugiej. Żeby przy podliczaniu surowców nic nie wyszło (nie mówiąc o podliczaniu kasy) waliłem w tzw. chuja przy okazji dolewania RedBulla do wódki (zamiast 1 red bull do jednego drinka, najczęściej 1 rozlewałem na 3), Tak samo było z wódą. Jak ktoś zamawiał shota to dostawał 3/4, a jak podwójnego to najwyżej 1 i 1/2. Do tego, od czasu do czasu nie naliczałem tego co leje się z dystrybutora (cola, lemoniada etc.) albo "kija" (pifko). W przypadku skrajnie schlanych i znarkotyzowanych brytoli (grano tam zajebiście mocne techno) sprawdzałem ich czujność przy wydawanej reszcie. Jeden ze "sprawdzanych" okazał się by być wysłannikiem managera i po 3 tygodniach musiałem zmienić lokal. W kolejnym robiłem podobne rzeczy, ale na mniejszą skalę, gdyż ruch już nie był, aż tak wielki. Jeżeli chodzi o rekord to
zdarzyło się na koncercie Madonny, kiedy pracowałem dla agencji pracy tymczasowej i nie miałem żadnych oporów przed uszczupleniem wpływów królowej popu przy okazji rozlewania rozweselaczy (bilety były wystarczająco drogie. Nawet nie pomnę ile darmowego, markowego alkoholu udało mi się spożyć, no i napiwki wcale niekiepskie też się zdarzały. Strasznie mi brakuję tego źródła dochodu. 2007/02/11 01:37:50
he he, pamiętam czas kiedy pracowałem w poczcie polskiej, ech cóż to za czasy były. Zajmowałem się tzw. marketingiem bezpośrednim. Po krótce polegało to na tym , że zajmowaliśmy się przygotowywaniem kampani reklamowej dla danych firm/klientów. Zajmowaliśmy się np, nadrukiem adresów na koperty oraz pakowaniem w nie ulotek reklamowych. Wpadliśmy oto na taki na pomysł:
zakupowaliśmy tonery do drukarek atrmaemtowych po czym kiedy skończyły nam się te które aktualnie załadowaliśmy do urządzeń, napełnialiśmy je wcześniej zakupionym atramentem, a te które otrzyjaliśmy od centrali Poczty sprzedawaliśmy na giełdzie o ok. 10% taniej. Tusz do wyczerpanych tonerów kosztował nas "grosze". Zarobek mieliśmy całkiem sensowny. Po jakimś czasie (zaznaczam że były to lata 1996+) wyposażono nas w drukarki laserowe, w których także "wywąchaliśmy" interes. Kiedy oryginalne tonery były puste, zakupowaliśmy proszek, za pomocą którego ładowaliśmy puste pojemniki. Zarobek względem tych oryginalnych był rzędu 65%. Każdy był zadowolony. Poczta zarabiała na wmiarę tanich usługach, a my na różnicy pomiędzy zakupem proszku, czy atramentu, a sprzedarzą nowych tonerów na rynku wtórnym. Pozdrawiam Olorin 2007/02/11 01:44:01
he he, pamiętam czas kiedy pracowałem w poczcie polskiej, ech cóż to za czasy były. Zajmowałem się tzw. marketingiem bezpośrednim. Po krótce polegało to na tym , że zajmowaliśmy się przygotowywaniem kampani reklamowej dla danych firm/klientów. Zajmowaliśmy się np, nadrukiem adresów na koperty oraz pakowaniem w nie ulotek reklamowych. Wpadliśmy oto na taki na pomysł:
zakupowaliśmy tonery do drukarek atrmaemtowych po czym kiedy skończyły nam się te które aktualnie załadowaliśmy do urządzeń, napełnialiśmy je wcześniej zakupionym atramentem, a te które otrzyjaliśmy od centrali Poczty sprzedawaliśmy na giełdzie o ok. 10% taniej. Tusz do wyczerpanych tonerów kosztował nas "grosze". Zarobek mieliśmy całkiem sensowny. Po jakimś czasie (zaznaczam że były to lata 1996+) wyposażono nas w drukarki laserowe, w których także "wywąchaliśmy" interes. Kiedy oryginalne tonery były puste, zakupowaliśmy proszek, za pomocą którego ładowaliśmy puste pojemniki. Zarobek względem tych oryginalnych był rzędu 65%. Każdy był zadowolony. Poczta zarabiała na wmiarę tanich usługach, a my na różnicy pomiędzy zakupem proszku, czy atramentu, a sprzedarzą nowych tonerów na rynku wtórnym. Pozdrawiam Olorin 2007/02/11 01:51:24
wariat669
nie chce być wścibski ale żeby sobie ktoś nie pomyślał-nie ma czagoś takiego jak toner do drukarek atramentowych, tak samo nie można wsypywać "tego proszku" do tonera bo toner to jest właśnie "ten proszek" a tak poza tym to pomysł na zarabianie dobry;) 2007/02/11 09:54:35
Jak byłam mała, to razem z koleżankami sprzedawałyśmy owoce z ogródka moich dziadków ludziom, którzy szli w odwiedziny do szpitala. To nic, że winogrona były na sztuki, a mirabelki były obtłuczone, zawsze ktoś z uśmiechem na twarzy zatrzymywał się i chwalił nas, że tak sobie zarabiamy na słodycze. Niestety żadnego z klientów nigdy nie zrobiłyśmy w chuja, bo my grzeczne dziewczynki BYŁYŚMY :)
2007/02/11 10:28:13
Wstydzcie sie jak mozna tak zerowac na ludzkiej naiwnosci!
Kolobrzeg to jest to, ze wszystkich wakacji nad Baltykiem najlepsze wspomnienia mam wlasnie stamtad. Moja praca wakacyjna sprzed poltora roku - rozdawanie ulotek jakiemus burakowi, co byl kandydatem na senatora prosto do kosza albo kontenera, platna 60zl dziennie zakonczona niedwuznaczna propozycja pracy u niego w biurze (domu) jako ''sekreterka'' za podwojna stawke, co skonczylo sie oplakanym skutkiem sciagniecia mu na chate policji. Fajna przygoda! 2007/02/11 10:54:08
Dziwne... Od 1993 roku jestem co sierpień na dwa tygodnie w Kołobrzegu (taka robota), ale nigdy nie słyszałem o Bożym dmuchnięciu. Hm...
Kominek, nie jesteś jedynym, któremu udało się wydymać turystów. Najbardziej debilni są niemcy. Rok temu, wraz z kumplami w Zakopcu, nazbieraliśmy małe, różno-barwne kamyczki, spoczeliśmy na ziemi na Krupówkach i mieliśmy tekturową tabliczkę z pudełka po lodach z napisem: "eteryczne kamienie prosto ze Szwecji". Pod spodem przetłumaczone na angielski i niemiecki, ale nasza wiedza językowa była słaba, więc pisało tam coś w stylu: "Kup kamienie, zdrowe"... Większość turystów polskich nie znała znaczenia słowa "eteryczny" (my wtedy też nie), ale ładnie brzmiało, w dodatku ze Szwecji, więc jeden kurduplany kamień szedł na 7 złotych. Niektóry obcokrajowcy nie mieli drobnych PLN więc dawali po 10 euro :) Po trzech tygodzniach mieliśmy ponad 5 tysięcy PLN i około tysiąca Euro. Pewnie "pracowalibyśmy" dalej, ale sprzątnema nas ta osławiona policja :) 2007/02/11 11:05:50
i właśnie przez takich skurwysynów niektórzy tracą, jakiś pierdolony niedojeb z poczty polskiej buchnął mi paczkę o wartości ~600pln
2007/02/11 11:17:05
snorzasty Jakie kurwa 600 zł. Ledwo 150zł. dało się za to gówno wyciągnąć.:)) 2007/02/11 11:41:24
przypomnialy mi sie czasy kiedy mieszkalam w bieszczadach, i tez zastanawialismy sie co sprzedawac turystom :) zaczelo sie od koziego mleka, ktore musieli sami sobie doic, w ramach atrakcji a skonczylo sie na nielegalnym handlu piwem z plusa z mocna przebitka
ale slyszlam tez opowiesc jak to gosciu sprzedawal cudowne tabletki na odchudzanie, po ktorych faktycznie chudlo sie w tepie zastraszajacym, po czasie jednak okazalo sie, ze sa to larwy tasiemca :) kominek nie maczales w tym paluszkow? :)))) sprzedac mozna wszystko, tylko trzeba wiedziec jak to cos nazwac i zareklamowac, proznosc ludzka granic nie zna 2007/02/11 12:32:35
Czytam te komentarze... i weź tu kurde załóż własną firmę i zatrudnij Polaków :) każdy kombinuje tylko jakby tu wyruchać pracodawcę. Ja nie wiem, może jakiś pojebany jestem, albo moją praprapraprababkę wyruchał jakiś Niemiec bo jakoś mnie nie ciągnie do kombinowania jak tu oszukać/okraść pracodawcę, co nie znaczy że jestem głupi. Kiedyś myślałem że to kombinowanie to z komuny ludziom zostało, ale młodzi którzy nawet nie pamiętają co to stan wojenny też kombinują, więc to chyba mają we krwi :)
A na wakacje zdarzyło mi się pracować w Anglii na zbieraniu fasolki szparagowej (nie zapomnę tych Polaków i Ukraińców co zapieprzali jak kombajny żeby tylko więcej funciaków zarobić - przez takich Angole ciągle obniżali cenę widząc że można więcej za mniej), raz zdarzyło mi się wklepywać dane do kompa, poza tym starałem się raczej wykorzystywać wakacje dla przyjemności. Kołobrzeg bardzo miło mi się kojarzy. Pojechałem tam parę lat temu. To był spontan. Kuzyn wieczorem przyszedł na piwko i po wypiciu trzeciego stwierdziliśmy że bierzemy namiot i wsiadamy w pociąg za 3 godziny. Rodzinka kuzyna wypoczywała tam na wczasach wagonowych. Rozbiliśmy tam namiot i już następnego dnia nas stamtąd wypierdolili :) Za jakieś śmieszne pieniądze koleś udostępnił nam kawałek swojego podwórka po drugiej stronie torów. Ogólnie to średnia wieku turystów to było 40-60 lat :) ale zaprosiłem na te wakacje dziewczynę którą poznałem na przystanku woodstok 2 tyg wcześniej. Bardzo miło wspominam ten czas, zwłaszcza że jesteśmy razem do dzisiaj. Wszystko na wariata i jakoś się później ułożyło, mimo że dzieliła nas spora odległość. 2007/02/11 12:53:54
Co do cięcia wałów... w poprzednie wakacje, przez miesiąc ciąłem wały. Dostawaliśmy z kumplem taki wał materiału o długości 50 metrów i musieliśmy my go pociąć na kawałki po 2,5m. Ale płacili fajnie to i my fajnie pracowaliśmy ;) No i mogę wpisać do CV, że ciąłem wały ;)
Innym zaś razem, mieliśmy malować płot u gościa. Z jednej strony płotu było w cholere jakiś krzaków, pokrzyw, drzew i innych badziewi. Gościu zadeklarował się jednego dnia, że "Spoko, ja się tym zajmę, przytnę i bedzie ok". Więc jak następnego dnia wyszedł do nas i powiedział "A... udeptacie to sobie", to wkurwiliśmy się pięknie, odmalowaliśmy to na odpieprz się, a że jego nie było w domu, rozliczaliśmy się z jego żoną i wyciągnęliśmy jeszcze bańke więcej niż miało być... ;) Do dzisiaj nas nie widział ;] PS. Do wszystkich, którzy kłócą się o ciężar pustaków... są różne rodzaje to fakt, ale co to za paleta - 20 pustaków? Paleta jest 4x5x5. Prosta matematyka... może kolega zapomniał zera... 2007/02/11 13:14:45
ej spider78 moze z ta uczciwoscia masz racje, nie powinno sie kombinowac, czy krasc w pracy-ale z drugiej strony wielu pracodawcow robi w wala ludzi, ktorzy na niego pracuja-wiec kto moze, probuje sobie odebrac to, co mu sie nalezy...
2007/02/11 13:21:16
Ja, bedąc zaraz po maturze, chciałam zarobić jakąś kasę na dalsze wakacje. Ktoś zaproponował wyjazd pod Warszawę, na wykopki ziemniaków. Ja, panienka z miasta, nie miałam pojęcia w co sie ładuję, kasę można było zarobić całkiem niezłą, ale praca była ciężka. Wytrzymałam 2 dni, więc na długie wakacje tym sposobem nie zarobiłam, ale za to doświadczenie i wniosek na przyszłość - studia ponad wszystko, żeby tylko nie być w życiu zmuszonym do tak ciężkiej pracy fizycznej :-)
2007/02/11 13:25:51
a czemuż to nie pokazuje już się ostrzeżenie że strona tylko dla dorosłych?
2007/02/11 13:28:52
Odzyskałem formę więc mogę napisac co ja porabiałem w wakacje.
Jeszcze przed maturą wyjechałem na zbiór truskawek do Niemiec. Organizowała takie wyjazdy moja szkoła i do dziś nie mogę sobie darowac, że sam wpakowałem się w takie bagno. Jedyna pozytywna strona tego wyjazdu była taka, że poznało się ludzi z własnej szkoły których to pierwszy raz na oczy widziałem oraz zacieśniało znajomości przy półwytrawnym winie z kartonu:) W następne wakacje doceniłem marnie płatną ale przyjemną i wygodną pracę w kraju i załapałem się na budowie. Tam ogólnie dużo śmiechu i też alkoholu, bo trzeźwego murarza przy pracy nie uświadczysz. 2007/02/11 14:18:20
Muszę przyznać, że pomysłowość ludzka nie zna granic...
A propos byłam w wrześniu dwa razy w Kołobrzegu i niestety nie pamiętam, żeby było tam jakies stoisko z gównianymi maściami. 2007/02/11 15:00:17
Ja, choć jestem z drugiego końca Polski, nie wyobrazam sobie roku bez pobytu w Kołobrzegu. Co prawda z roku na rok jest co raz drożej i coraz więcej turystów, a co za tym idzie ludzi wciskających im wyżej wspomniane przez ciebie shity, ale jednak to Kołobrzeg :D
2007/02/11 15:18:56
Robiłem kiedyś w sprzedarzy kapeluszy. Miałem 40. Sprzedałem trzy i rzuciłem wpizdu te robotę ^^ Nie lubię zawodu, w którym uzależniony jestem od klienta.
2007/02/11 15:19:53
wole miedzy zdroje, blizej chociaz moze byc drogo i jescze bardziej lubie jedna plaze w dani gdzie ladnie widac dno nawet jak sie jest do pasa w wodzie i kawalek dalej, to taki mini bahamy:D, chociaz tam woda troche zimniejsza jest
2007/02/11 16:10:13
Jako, że się uczę pracy jeszcze nie mam. :)
W wakacje pracowałem w pubie na czarno, naturalnie. Zaciągnęliśmy się z kumplem, praca byłą bardzo przyjemna, głównie z tego powodu, że pracowaliśmy za ladą, ładne klientki, dobra napoje, nawet dobry zarobek jak na taką przyjemność. Wyrzucili nas za to, że zrobiliśmy pewnego razu imprezę... Wydrukowaliśmy plakaty, ulotki i zaproszenia... najgorsze było to, że zapomnieliśmy dopisać, że alkohol trzeba będzie kupić. Wszyscy myśleli, że ktoś z nas sponsoruje tą imprezę, koniec był nieprzyjemny, ale jak to dobrze robić na czarno, nic nam nie zrobili. :) Później do swojej kompani zaciągnął mnie kuzyn, pracowaliśmy na budowie, panowie... jak będziecie mieć okazję pracować na budowie, na dachach czy coś w ten deseń to idźcie! Wynagrodzenie naprawdę dobre, a alkohol zawsze jest. Budowa się opóźnia, godziny lecą, pieniądze też... Polecam! ;) 2007/02/11 16:24:40
O a jeszcze się pochwalę, miałem wtedy ok 10 lat... były to jakieś kolonie, prócz naszej grupy była tam również z innego miasta.
Wtedy modne były te scyzoryki McGyvera, takie gówno można było kupić już za 10zł. Ja miałem taki bajer od dawien dawna, każdemu się chwaliłem, i opowiadałem jak to ten scyzoryk mnie ratował. Podszedł do mnie taki koleś był starszy, 2x większy i 2x szerszy ode mnie i powiedział: "Mały, sprzedaj mi ten scyzoryk". On był stary i zardzewiały, wart nawet nie był 5złotych, a sprzedałem go za 40zł. Najlepsze było to, że opiekunka znalazła u tego kolesia nóż i ten frajer musiał wrócić przedwcześnie do domu, bo jakiś rodzic tego żądał. Może teraz to czytasz, przepraszam Cię za to! :) 2007/02/11 17:10:11
Pracowałam już w kilku miejscach, ale pub też zaliczyłam. Nie powiem zeby ta praca była szczytem moich marzeń. Do 24 zawsze było ok, ale potem wysiadałam, klienci byli już nieźle podpici i wczesniejsze zaloty, które dawało się wytrzymac stawały sie cholernie natarczywe. Dlatego od tamtej pory mam w dupie kolesi, którzy stawiaja drinki:P A jesli chodzi o prace, w której czerpałam zyski "na lewo" to musze zaliczyc do niej siedzenie na kasie w hipermarkecie. Wytrzymałam tylko dwa tygodnie, bo bardziej pojebanej pracy nie ma, ale sklep stracił troche hajsu na tym. Bo moi znajomi czesto robili u mnie "zakupy" dla nas i tak zamiast zapłacic rachunek za 100 przykładowo płacili około 20 -bo przeciez nie wszystko trzeba skasować :) ale jak mówiłam ta praca była nie dla mnie, można rzec że okradaliśmy w pewien sposób sklep, no ale chuj z tym nienawidze tego hipermarketu nie mówiąc już o kierownikach.
2007/02/11 17:38:16
mlprezes,
cos mi mówi, że już niedługo Twojego komentarza tu nie będzie... 2007/02/11 18:19:41
Nie ma to jak dobry kant
Opisana sytuacja zdarzyła się z chęci zemsty a nie chęci zysku. W moim kręgu znajomych jest koleżanka Magda taka z rodzaju „czy ktoś chce jeszcze mnie kopnąć w dupę.” Ogólnie bardzo sympatyczna i lubiana nic złego o dziewczynie nie można powiedzieć. Sytuacja miała miejsce jakieś pięć lat temu. Jakaś imprezka z okazji pierwszego piątku w tygodniu. Drinki piwko jakaś zagrycha bla bla bla…. I w kącie pochlipująca Magda. Banda wypitych baranów ruszyła na ratunek,—co się znów naszej pechowej Madzi przytrafiło? Okazało się, że Madzia poszła do pracy do jakiegoś sklepu ogólno spożywczego jako ekspedientka. Praca jak praca nic specjalnego tylko szef okazał się wyjątkowym chujem i kutwą. Sklep był większej części samoobsługowy miał kilka alejek z regałami. Wiadomo, że w tego typu sklepach przeważnie są pracownicy chodzący po sklepie pilnujący złodziei albo jakiś system kamer, który pozwala na monitorowanie jednej osobie. Tam niestety nic niebyło.W dodatku tylko dwie ekspedientki na zmianę. Jedna uwiązana przy kasie a druga na stoisku monopolowym. Brak jakiejkolwiek możliwości ruszenia się po sklepie i pilnowania żeby nikt nic nie kradł. Minął miesiąc pracy i Magda poszła po pensję (pensję szumna nazwa to miała być jakaś jałmużna a nie pensja) Szef z uśmiechem na twarzy przyjął Magdę do gabinetu i oświadczył, że musi jej potrącić połowę pensji za skradziony towar ze sklepu. Żadne tłumaczenia ani brak odpowiedzialności materialnej wynikającej z podpisanej umowy o pracę nie wynikały. No dobra znów Madzia wyruchana i tyle. Ale szalę goryczy przelał fakt, że ów chuj kupował dużą cześć towaru od złodziejaszków marketowych za cenę wiadomo jaką a naszej biednej Madzi potrącił w cenie detalicznej z półki. No i powstał plan zemsty. No, bo co jak co, ale byle chuj nie będzie nam Madzi po dupie kopał. Kupiliśmy dwa kartony wódki żytniej i pojechaliśmy do chuja do sklepu. Z założenia najpierw musiały być straty żeby potem był zysk. Sprzedaliśmy chujowi wódkę za połowę ceny. Był tak szczęśliwy jakby dostał drugiej dziury w dupie. A my, że połknął haczyk. Po kilku dniach powtórzyliśmy zabieg. Kolejna udana transakcja zacierał ręce chuj. A my trafiliśmy na listę pewnych dostawców towaru. W sumie naszą markę wyrabialiśmy sobie trzy razy. Czwarty był już kant. Zadzwoniliśmy do chuja i obwieściliśmy, że mamy trochę więcej towaru i czy jest zainteresowany- dwadzieścia kartonów. Jak by inaczej oczywiście był zainteresowany. Uprzednie przygotowania nie poszły psu w dupę. -skupy butelek -bombonierka dla pani w makro żeby nam zorganizowała nie podartych 20 kartonów -jakieś 100zł. za lewe banderole i kapsle (przepłacone, ale nie dało rady inaczej) -no i oczywiście dar natury i zakładu wodociągowego „woda kranówa” Po złożeniu wszystkiego do kupy i zapakowania towaru do samochodu (w trakcie przygotowań towaru mieliśmy taki ubaw, że prawie przepukliny dostałem) pojechaliśmy do chuja. Chuj się chyba bał taką ilość lewizny na sklepie trzymać i przepakował towar do furgonetki. Poczym zaprosił nas do sklepu w celu zapłaty. Wywalił gotówkę i podziękował. Ja nie miałem zamiaru nic mu mówić, ale kolega z którym występowaliśmy w roli złodziejaszków nie powstrzymał się i przy wyjściu powiedział pozdrowienia od Magdy T. Gość się zaśmiał… nara nara i zamknął drzwi od zaplecza. Popatrzyliśmy na siebie z uśmiechem ( chyba debil nie skumał) Odjeżdżając widzieliśmy, że jednak debil leci do furgonetki. ( chyba skumał ) 2007/02/11 18:38:01
Zamiast nagrzewać parówki spróbuj je ugotować. Będą smaczniejsze.
2007/02/11 18:44:54
Ktoś ostatnio napisał mi komentarz, że cię naśladuję ......
Czytam twoje teksty i nie wiem co ten fiut miał na myśli. Pozdrawiam 2007/02/11 18:48:06
Faktycznie profanacja, jeśli na jego blogu możemy wyczytać:
"Mam 15 lat, chodzę do szkoły o wysokim poziomie nauczania, imienia nie podam, miasta też, WOGULE nic nie podam, bo po co ma mnie ktoś zidentyfikować." Ineligencja bije na kilometr. Ale nie przejmuj się ja to zawsze jestem złośliwa. 2007/02/11 18:51:29
ja sie tu chyba nie za bardzo dzis wykarze bo moja pierwsza praca to bylo roznoszenie ulotek....w wieku 15 lat w firmie przyjaciela mojego taty.... co robilam....a wiec pierwsza godzinke jakos wytrzymalam a potem palilam pierwsze papierosy za koszmi na smieci w ktorych ladowaly te piekne uloteczki
potem poszlam do pracy w fast foodzie na mieisiac wakacji...tez w barze znajomego ojca i co... mialam najlepiej bo bylam ta ktora do szefa chodzi na grilla:P a teraz....pracuje w Hiszpanii jako au pair ( dla niewtajemniczonych opiekuje sie dzieckiem) i mimo ze zyje sobie nie najgorzej o pracuje kolo 4 h dziennie za 1000zl m-c to czasami mam ochote zabic to dziecko..... a tak wogole to kocham dzieci:) 2007/02/11 19:14:58
wyciorek, doskonale to sobie wyobrażam. ba, ja to sobie zapamiętam i jak mi kiedyś ktoś za skórę zajdzie, to mu/jej odpalę taką flaszkę po czymś dobrym, ale z czymkolwiek, po czym zwymiotuje. mrau. :)
2007/02/11 20:24:56
Sluchajcie,jest cos takiego jak ,,letnia dziwka''?Znaczy ze babka puszcza sie tylko i wylacznie w wakacje??
Tak mi to przyszlo na mysl wiec sie pytam 2007/02/11 20:29:50
harvets
Sluchaj wydaje mi sie paleta ma ksztalt kwadratu-kwadrat ma wszystkie rowne boki wiec co ty piszesz ze paleta ma wymiar 4x5x5 !!!!!!!!!!!! 2007/02/11 20:53:32
cholera, a propos prac, to wlaśnie przeczytalam wlasną umowę; musieli mi coś dosypać, że to podpisalam :>
2007/02/11 20:57:17
tokar241 moze :)-ja tu tylko komentuje i kto wie,kiedy mnie kominek pusci z dymem?
2007/02/11 21:21:50
dama_wino,
Boze dmuchniecie, Kamienie Ziemi Swietej - mi to przypomina odpusty. Ludziska by pewno kupowali, gdyby sprzedawac najprawdziwsze palce sw. Andrzeja. Nie kwestionowaliby pewnie oryginalnosci, nawet jak na straganie lezaloby ich ponad czterdziesci ;-) 2007/02/11 21:22:33
utrit
Swietnie to ujales.Taki los moze czekac kazdego z nas...w koncu kazdy kiedys umrze lub zostanie wyjebany z bloga 2007/02/11 21:24:18
Takich szefow z bozej laski jest wiecej,co zarabijaja na biednych pracownikach.Dobrze Wyciorek,ze Magdzia ma takich fajnych kumpli.Tych szefow w kosmos.
2007/02/11 22:20:52
ej debile
co wy tu pieprzycie ile pustak wazy, czy ja dobrze widze? won tlumoki na budowe 2007/02/12 00:12:29
za ciężko zarobione 20.000 guldenów, kupiliśmy z kumplem roztwór do konserwacji i przemywania szkieł kontaktowych. Sprzedaliśmy w Polsce 9lata 99-03) kilka butelet, wtedy Rysiu wpadł na pomysł, że to nie jest roztwór TYLKO do konserwacji szkieł ale i....oczu, żeby .....lepiej.........widzieć??? Bzdura, ale ludzie kupowali jak parówki w '81 bez kartek:))
2007/02/12 00:16:00
aaaaaaa i nie chodziło Nam o robienie ludzi w ch.. tylko o odzyskanie (i może zarobienie na plus) wydanego szmalu:))
2007/02/12 01:19:13
tylko w knajpie piwa gościom nie dolewaliśmy... szef zadowolony i my też, a pijani klienci i tak nie wypijali.
Czasem się i zlewki sprzedawało :) 2007/02/12 03:01:22
ja jeździłam co roku do Kołobrzegu swego czasu, dopóki mnie taki Grzesiek nie wkurzył (głupek... mam nadzieje, że go juz nigdy nie spotkam):] Dwa razy bylam w Bałtyku a tak to zawsze w Solnym. To właśnie w Kołobrzegu pierwszy raz zobaczyłam morze i poczulam ten milutki piaseczek z plaży pod stopami :) ech... chyba sie tam wybiore latem
2007/02/12 03:13:04
wyciorek
Gratuluję determinacji i knsekwencji w działaniu. :) a Magdzie gratuluję i zazdroszczę przyjaciół. 2007/02/12 07:56:57
Stare, stare ("Moj stryj Odyseusz"), ale zawsze dobre.
Jak to nikt nie lubi Balcerowicza? Ja go lubie i uwazam, ze jest sexy. 2007/02/12 08:35:15
Wiesz czego zalugie z wakacji w Kołobrzegu ?
Tego, ze nie dalem sie nabrac na kradzione Aqua di Gio 100ml jakie mi chciala pocisnac cyganka za 80pln. Do dzisiaj sobie w brode pluje. 2007/02/12 09:30:17
W wakacje pewnego pięknego lata pojechałam do Włoch. Studentka. Pracować jako... no właśnie, jako co? ... pracować w lokalu, gdzie mężczyźni płacili właścicielowi grube pieniądze za możliwość posiedzenia przy stoliku z ładną dziewczyną i porozmawiania z nią przez ... 15 minut (!). Naturalnie mogli mogli zapłacić za wielokrotność tego czasu. Więc siedziałam tudzież tańczyłam sobie w miejscu, gdzie nikt kobiet nie molestował, nie namawiał, nie pchał się z łapami. Kulturalni faceci. Eleganckie ładne kobiety, o urodzie od bujnych brunetek po subtelne blondynki. Wtedy po raz pierwszy uświadomiłam sobie, jak trudne może być życie mężczyzny, jak nawet zwykła grzeczna odmowa rzucona w twarz może zaboleć. Mężczyźni w tym lokalu płacili najwyraźniej za komfort nie bycia odtrąconym w bezpośredniej wymianie zdań. Szli do właściciela i za jego pośrednictwem i za dużą kasę kupowali spokój dla swego ego: to właściciel przekazywał zaproszenie a przymusu... nie było! Mogłam odmawiać i przyjmować, tak, jak sama uważałam, bo otrzymywałam pod koniec nocy własną część zarobku od ... rozmów. Włochy. Lata temu. Czy uważacie, że taki wynlazek znalazłby chętnych w Polsce? Czy tutaj mężczyźni boją się atrakcyjnych kobiet w tym samym stopniu? Czy podejrzewaliście, że rozkrzyczani i natrętni Włosi mogą mieć takie potrzeby: odrobina sympatycznej akceptacji, nie wystawianie siebie na ryzyko porażki?
2007/02/12 09:41:45
zima.bez.zimy.
w Polsce tez sa takie lokale. jest ich bardzo malo i mialem stycznosc w jednym z takich przebywac (bynajmniej nie jako klient gdyz trafilem tam przez przypadek). co do Wloch. bylem ale nie znam takich lokali tam. byc moze sie roznia. zreszta. we Wloszech zazwyczaj jestem sluzbowo i nie ma czasu na takie zwiedzanie 2007/02/12 10:08:03
powyzej2zero,
Aż mnie serduszko zabolało widząc jak brzydkie o mnie piszesz. 2007/02/12 12:32:15
shrekadam
Tylko pozazdrościć - mimo swoich 16 lat musisz mieć niesamowity dar, obracając w ciągu wakacji kwotą 500 zł tak, żeby wyjść na swoje. Zastanawiam się tylko co też możesz robić z ową "blondi", która stoi tuż za skrzyżowaniem krajowej 46 z wojewódzką 472... ma dostęp do tanich laptopów? 2007/02/12 13:02:11
zima.bez.zimy,
Bardzo bym chciala, zeby taki wynalazek przyjal sie w Polsce, w sumie najlepiej dla obu plci. Zeby byly takie miejsca, gdzie mozna nauczyc sie zwyczajnej sztuki flirtowania, prawienia sobie komplementow, niezobowiazujacego smiania sie i rozejscia sie kazdy w swoja strone. Tylko tyle. No ale z drugiej strony jak juz za zwykla niestresowa sympatyczna rozmowe z plcia przeciwna zaczniemy placic, to lepiej zeby gatunek ludzki wymarl szybciutko i calkowicie ;-). 2007/02/12 13:31:13
"Kiedyś myślałem że to kombinowanie to z komuny ludziom zostało, ale młodzi którzy nawet nie pamiętają co to stan wojenny też kombinują, więc to chyba mają we krwi :)" tak tu przeczytałem. Komin z kim Ty sie zadajesz? Tu pisze banda oszustów i złodziei. Oczywiście nie wszyscy, ale kupa luda pisze jak robiła w ch... pracodawców. I jak tu zatrudniać Polaków?
2007/02/12 13:41:08
Większość prac jakich się w życiu tknęłam było na tyle OK, że właściwie nie ma o czym mówić. Czasem to kraj i jego prawo (pisane i niepisane), czasem to ludzie wokół mnie, płaca, bądź charakter samej pracy - decydował o tym, że nikt nikogo nie oszukiwał ani nie wyzyskiwał. Po prostu potrzeby taka musiałaby narodzić się w naprawdę chorym lub zdemoralizowanym doszczętnie umyśle.
Jedna przygoda traumatyczna jednak była, choć i tak nie do końca mnie dotknęła. Mając po ciężkim roku dość pracy umysłowej (szkolnej), zdecydowałam się chwycić czegoś lekkiego (może nieco bardziej fizycznego za to) na wakacje by nie siedzieć bezczynnie. Tak więc zostałam barmanką. Jedyną naturalną dziewczyną w danym klubie. Pozostałe - farbowane blondynki w typie techno, lekko podniszczone nadmiarem używek i poprawianiem urody. Od razu mi to trochę podpadło, ale nie było nieprzyjemności, szczybko zyskałam tam sympatię czy może raczej uwagę otoczenia (trudno tu mówić o bliższych relacjach). Gdy odchodziłam, "dziewczyny" powiedziały mi, że szef w międzyczasie wielokrotnie je na mnie nasyłał żeby spróbowały mnie namówić na rozszerzenie działalności... na wiadomą. One nie namawiały dla świętego spokoju, a on sam nie podszedł bo stchórzył, mimo że wszystkie dziewczyny które pracowały tam wcześniej i później - werbował sam. Jeszcze ciągle troche śledzę tą sprawę, niby chciałabym coś zrobić, ale nie bardzo mam pomysł jak, poza tym mi osobiście koleś za skórę nie zalazł (szczęśliwie zaniechał). Czas pokaże... 2007/02/12 14:02:09
Drogi Kominku Twoje notki są rewelacyjne.Uwielbiam Cię czytać- dziękuję:)
2007/02/12 16:00:09
Byłam widziałam, rację masz.
Fajna opowieść, pytanie tylko ile w niej fantazji a ile prawdy?;) 2007/02/12 16:39:25
marianczyk1
Bedziemy dyskotowac o czym nam sie podoba,ale przyznam,ze temat pustakow nie jest ciekawszy niz twoja matka 2007/02/12 17:29:39
kominku....czy ty szukasz kobiety do stalego pozycia???
ja moze nei na stale ale po przeczytaniu twoich notek o seksie chetnie bym cie wyprobowala bo koles ktory ma tak gadane na ten temt musi byc niezly w lozku.:P co ty na to?????'' 2007/02/12 17:44:13
marripossita moze propozycje dania Kominkowi dupy powinnas skierowac na emaila dolaczajac zdiecia...
2007/02/12 17:53:51
napisac cos kontrowersyjnego w komentach i juz caly swiat odzywa geby...:))))
a bylam tu taka anonimowa no coz cel osiagnelam:P 2007/02/12 18:01:25
takich kontrowersyjnych bylo wiecej, niestety kominek cos z nimi zrobil i mialo to zwiazek z kosmosem :)))))
2007/02/12 18:15:44
marripossita,
Nie wiem jaki cel osiągnęłaś, ale z pewnością zostałaś zaliczona do grona idiotek po tym jak postawiłaś ":P" przy swojej wypowiedzi. 2007/02/12 18:37:11
zawsze jak pisalam Ci komenty balam sie zeby nie wstawic tej wlasnie buzki co marripossita ;)
2007/02/12 18:58:20
Otwarta,
"No ale z drugiej strony jak juz za zwykla niestresowa sympatyczna rozmowe z plcia przeciwna zaczniemy placic, to lepiej zeby gatunek ludzki wymarl szybciutko i calkowicie ;-)." Zgadzam się. Stąd moje doswiadczenie zaliczam do ciekawych i w jakiś sposób smutnych. Kominku, No popatrz, jak my wszyscy potrzebujemy (porządek przypadkowy): 1) wiecznej młodości -> "boże dmuchnięcie" 2) wiecznego zdrowia -> "kamienie ziemi świętej" 3) odrobiny uwagi i dotyku, czyli miłości, najchętniej na codzień -> kozetka Andrzeja Twój blog też jest taką kozetką Andrzeja. Służy do dopieszczania. Dobry tekst, Kominku. Dobrze jest dłubać między Twoimi wierszami. I wydłubywać. Wydaj się :-) 2007/02/12 19:12:10
nie wiedzialam ze tu jest jakis regulamin na tym blogu...
a poza tym czy ty kominku wybierasz laski po tym czy wstawiaja ":P"?? jesli tak to Bog z Toba i zycze szczescia na przyszlosc... obys biedny nie zostal starym kawalerem bo jak to powiedziales ja "idiotka" wg ciebie jestem na tyle walnieta ze jednym glupim komentem spowodowalam ze na niego sie odezwales a sa tu ludzie na ktorych komenty nei zareagowales nigdy w zyciu i taki byl moj cel tutaj.... skoro tak bardzo ci te komenty przeszkadzaj to moze z nich zrezygnuje zeby ci nie zasmiecac blogu chociaz uwazam ze rozmowy o wymiarach palet tez nie naleza do tych inteligentnych... w takim razie bede czytac ale nie pisne juz slowka... a maila osobiscei napisze... 2007/02/12 19:12:26
wyciorek, żarty żartami, ale mieć takich przyjaciół jak wasza paczka, to cudo. :)
2007/02/12 19:12:52
Mowi sie, ze "krowa co duzo muczy malo mleka daje" wiec moze wlasnie w tym sek, zeby duzo i ladnie pisac/ mowic zeby zachowac pozory?
A tak na powaznie, to fakt faktem Kominek brzmi jakby znal sie na rzeczy..wiec kto wie.. I podoba mi sie, ze nie przechwala sie jaki to on nie jest a wlasnie udaje;) skromnego i niedowartosciowanego... 2007/02/12 20:47:43
Marripossita,
Zapewniam cię, że większości tutaj zwisa to, czy odpowiem na ich komentarz. Z łaski swojej nie traktuj mnie jak gwiazdy, którą zabiega się o jedno słowo. Dziecinne to jest. A na dobrą sprawę to możesz sobie stąd pójść, może i jesteś miła, ale drastycznie zaniżasz poziom. 2007/02/13 12:10:14
marripossita
dlaczego przykro Ci się zrobiło, Kominek był wyjątkowo delikatny w stosunku do Ciebie. Czytaj, komentuj, nie próbuj być złośliwa i nie unoś się głupim honorem, bo w końcu ktoś dojdzie do wniosku, że sama robisz z siebie debila. 2007/02/13 19:26:50
Kominek myślałeś o załozeniu partii politycznej, bo od rozwiazania PPP nie mam na kogo głosować.
2007/02/15 04:23:03
No i chuj!Sprzedałes się dziwko dla paru tysięcy złoty!!Jesteś jeszcze dumny jakbyś był jakimś Rockefelerem!!I Czym się różnisz od Polityków??Tym że oni w Swojej zachłanności zaszli dalej od Ciebie!!Ty oszukałes Babcię co pół życia spędziłą na straganie z Marzeniami o pieknej cerze , oni oszukali Ciebie!
2007/03/21 03:09:59
aż mi się wierzyc nie chce, Komin, że z Twoją kreatywnością jeszcze nie znalazłeś pracy. Ściemniasz.
2007/05/05 14:51:03
mam dosyc specyficzne wspomnienia policji kolobrzeskiej. pewnego razu przypakowo wlamalam sie na teren marynarki, razem z kolezanka (mialysmy 16 lat) i jej chlopakiem (21). przy probie opuszczenia tego miejsca problemem okazalo sie ze nie mielismy przepustek-!! po dwoch godzinach mojego konania - strasznie zle sie wtedy czulam, pojawili sie panowie policjanci od razu pokazujacy nam respekt, jako iz przyjechali wielka suka. zaczel zbierac dane od mojego kolegi, przy czym dosc agresywnie zagadnelam ich na temat nie pytania o imie matki (to ona rodzi dzieciaka, karmi, facet moze wogole zniknac, ale po 21 latach i tak zapytaja czlowieka tylko o imie ojca). kiedy panowie policjanci przeszli do mojej osoby, na pytanie o imie i nazwisko odpowiedzialam: bond.. james bond... to byl poczatek wielkiej przyjazni, ktora narodzila sie miedzy kolobrzeskimi chodnikami, z ktorych zgorszone matki odwracaly sie pospiesznie ze swoimi pociechami na widok dwoch nieletnich panien i najpewniej ich alfonsa, ktorych policja niemal pancernie eskortowala. potem do konca naszych wakacji od czasu do czasu wital nas klakson, po czym okazalo sie ze oko posterunkowych jest z nami na dobre i w kolobrzegu moge sie czuc bezpiecznie.
2009/07/28 21:02:13
Kominku jesli ta historia faktycznie miała miejsce, a czytajac Twoje komentarze sądzić można iż faktycznie miejsce miala to gratuluje pomysłu, chociaż, nieźle wrobiliście niczego nieświadome istoty ziemskie, niemające zielonego pojęcia o Waszej przebiegłości :)
|
|